Nasi Ironmani

Aktualizacja 15.10.2018

im-team2018

 

Aktualizacja listopad 2017:

Artur Czerwiec

IRONMAN Klagenfurt
26.06.2016
Czas: 9:42. 55

pawel-ch  

 

Paweł Chamczyk

IRONMAN Kopenhaga
21.08.2016
Czas: 11:51:14

 

jasiek-j  

 

Jasiek Jaroń

IRONMAN Klagenfurt
26.06.2016
Czas: 10:44:44

 

robert  

 

Robert Jurek

IRONMAN Cervia 2018
Czas: 11:40:28

 

fred  

Alfred Dawiec

IRONMAN Klagenfurt
26.06.2016
Czas: 12:48:48

 

 

ironmanbarcelona-logo

Poniżej przedstawiamy sylwetki zawodników biorących

udział w projekcie Ironman Barcelona 2017

 

smetkiewicz Ladies first, a wiec na pierwszy ogień idzie nasza "Iron Women" - Ola Smętkiewicz.

Jak sama mówi: "wszystko robi po swojemu, i tak samo było z IM Barcelona - na luzie, bez spiny, z ciekawości i dla przyjemności. W triathlon bawi się już 3 sezon i ciągle ma z tego radochę. Poza tym kocha góry w każdej postaci - po nich biega, zjeżdża, wspina się i wędruje". Ola zajęła 230 miejsce z czasem 13:38:59 w kategorii kobiet. Gratulujemy osiągniętego celu.

pietruszka  Tomasz Pietruszka

"Mam fantastyczną Żonę, która również uprawia triathlon i dwie cudowne Córki - Anię i Lenę. Zarządzam biznesem amerykańskiej firmy, w regionie EMEA, gdzie jestem partnerem. Triathlon trenuję od 3 lat z przerwami na leczenie kontuzji. W końcu po operacji nogi udało się zaliczyć cały sezon bez poważnych urazów. Celem jest utrzymanie się w dobrej formie i odstresowanie. Ulubiona dyscyplina to zdecydowanie rower..."

Należy dodać, że wiele wesołych chwil w naszym klubie rozpoczyna się od Pietruchy, jego pozycja w klubie jest bezcenna. Takich ludzi życzmy wszystkim grupom triathlonowy w Polsce. Tomek oczywiście nie jest na sprzedaż !!!

Pietrucha na „lajcie” kończy IM w Barcelonie 2017 z czasem 12:01.36 w tym czasie kilka razy odwiedzał znajomych w pobliskich wioskach, głosował w referendum za niezależnością Katalonii i robił zakupy na wieczorny bankiet naszego klubu.

walczyk  Roman Walczyk, lat 48

Zawodowo: koordynator sprzedaży AGD w firmie Evan, Prywatnie: mąż Agnieszki, ojciec pięcioletniej Toli i trzydziestoletniego franka (szwajcarskiego).
Mistrz Polski i uczestnik Mistrzostw Świata we freedivingu. Instruktor płetwonurkowania CMAS. Autor programu szkoleniowego freedivingu. Triatlonista. Maratończyk.
Dlaczego startował w IM Barcelona 2017: Artur "Jarosław" Czerwiec złożył propozycję nie do odrzucenia!

 ziolko Maciej Ziółko

Gość który zaskakuje wszystkich i nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Bez niego klub Tri z Zabierzowa stracił by na jakości !!!!
Na co dzień mąż “szefowej Ajronmenuf “ i ojciec dwóch synów Wiktora i Borysa - najlepszych kibiców na świecie, a także manager restauracji PINO. Przez trzy lata starty w triathlonie opierał na filozofii tzw “pamięci mięśniowej”, od roku zaczął traktować triathlon na poważnie. Jak sam mówi głównym bodźcem do startów i treningów jest grupa bardzo fajnych ludzi tworzących Klub - po prostu petarda!

 kubasiak Krzysztof Kubasiak

Trenuje triathlon piąty sezon, po wielu latach amatorskiego wszechstronnego jeżdżenia na rowerze: MTB, szosa, przełaj, ostre koło... co tylko wynaleziono. Ta rowerowa historia pomaga mu w startach - może odrobić straty w pływaniu i mimo mocnego kręcenia na rowerze pozostawia odpowiedni poziom energii na bieg. Triathlon wprowadził urozmaicenie treningów i w zasadzie ułatwił mu uprawianie sportu. Jego praca wymaga częstych wyjazdów służbowych i chociaż często bierze rower do samochodu, łatwiej zabrać ze sobą buty do biegania, czy okularki i czepek do pływania. Triathlon jest odpowiedzią na jego potrzebę ruchu i oderwania od intensywnej pracy głową. Trenując triathlon daje przykład sportowego trybu życia dla syna, który trenuje pływanie. Triathlon też ciągle przypomina o konieczności zachowaniu pokory wobec wyzwań, a z drugiej strony o potężnej mocy systematyczności w działaniu - jeden trening zmienia niewiele, jednak dobrze przepracowany kolejny sezon daje kondycję, o której nawet nie mógł marzyć 10 lat temu. Triathlon to jednak przede wszystkim wspaniali ludzie, z którymi się spotyka i na których zawsze można liczyć.

 kowal Andrzej Kowal

Najbardziej opanowany człowiek w klubie dlatego dzierży funkcje skarbnika klubu. A oto więcej niż kilka slow o naszym bohaterze.

Andrzej to członek zarządu Water Knights z rolą skarbnika. Mąż Dorotki i tato 2 letniej córeczki Ani (niedługo do rodzinny dołączy syn). Dziewczyny jeszcze nie trenują triatlonu, ale bardzo mocno wspierają Andrzeja. Na co dzień zarządza firma informatyczna Smart4aviation dostarczająca oprogramowanie dla linii lotniczych.

Triathlon to dla niego metoda na dawkę ruchu, lepszego samopoczucia oraz dostępu do nowych gadżetów. Przygotowanie do zawodów to wyzwanie szczególnie, jeśli chodzi o organizacje czasu tak, aby treningi miały minimalny wpływ na życie rodzinne i zawodowe. Od 4 lat startuje w zawodach triathlonowych a start w zawodach Ironman był jednym z głównych celów, jakie sobie postawił na rok 2017. Zawody w Barcelonie były bardzo ważne, ale okres przygotowań pozwolił mu odnaleźć prawdziwe piękno triathlonu takich jak „5 rano to najlepszy czas na trening”. Uwielbia trenażer:) a na zewnątrz wyjeżdża tylko jak zmusza go inni klubowicze.

„Dzięki klubowi triathlonowemu Water Knights udaje mi się znaleźć motywacje i sile do treningów. Członkowie klubu to fantastyczni ludzie, zawsze uśmiechnięci, z wielkim poczuciem humoru, odstresowani, z odrobina pokory i skromności, ale z wielkimi ambicjami. Łączy ich pasja do sportu i zawsze można na nich liczyć. Wraz z wspierającymi ich rodzinami tworzymy kapitalną grupę ludzi, wśród których przyjemnie mija czas a wspólnie spędzone chwile pozostają w pamięci na lata. „

W raz z Jaskiem Jaroniem o którym będzie za tydzień tworzą wspaniały zespół kierowca-nawigator, który szczególnie się sprawdza podczas wyjazdów klubowych. Andrzej zajął 446 Miejsce w kategorii open z czasem 10:21:51- gratulujemy !

jaron Janek Jaroń

Jego kiełbasa z dzika działa jak aspiryna, wiagra, czopek nurofenu:) a tak na poważnie bez niego klub z Zabierzowa byłby smutny i ponury !!!! Jasiek wprowadza jakość sportową szczególnie na pływalni, a podczas treningów rowerowych jeździ głównie z przodu w pozycji aero. Bieg z racji pasji jaką posiada dopracowany głównie w terenie. Oto kilka słów od samego bohatera cyklu:

„Na co dzień jestem rolnikiem, który znalazł już żonę - cudowną, wspaniałą Magdę, która mam nadzieję jeszcze trochę wytrzyma
realizowanie moich pasji. Mamy dwoje swoich dzieci: Polę, która jest utalentowaną skrzypaczką oraz małego Tadzia - wielbiciela maszyn rolniczych. Moją pasją jest łowiectwo, dzięki temu mam więcej kolegów, którzy są moimi kolegami dzięki kiełbasie z dzika.
W zimie każdą wolną chwilę staram się spędzać na skitourach, które pozwalają mi na obcowanie z górami, które uwielbiam jednocześnie poprawiając wydolność i samopoczucie. Właśnie podczas podejścia skitourowego z moim kolegą Marcinem, który ma za sobą kilka startów w IM, zrodziła się we mnie myśl, aby wystartować w zawodach triathlonowych. Pomyślałem warto spróbować!
Co ciekawe, na IM w Klagenfurcie zapisałem się, nie będąc nigdy wcześniej na zawodach triathlonowych! Na szczęście, dzięki wspaniałej grupie Water Knights i oczywiście wparciu Artka Czerwca, który mnie przygarną i pomógł w przygotowaniach udało mi się ukończyć mojego pierwszego IRONMANA.
Aktualnie nie wyobrażam sobie życia bez triathlonu, który bardzo pozytywnie wpłynął na moje życie. Jest to sport, który daje emocje i satysfakcję, pokazując jednocześnie, że nie ma granic zarówno fizycznych jak i mentalnych, ale wymaga dyscypliny i samozaparcia.”

cekiera  Marcin Cekiera

...czyli czarny koń IM Barcelona. Największa „Niespodzianka” podczas zmagań w Hiszpanii. Super pływanie, bardzo dobry rower. To jeszcze nie „triple double” ale jak poprawi bieg to może być jeszcze szybszy na mecie. Jak pisze o sobie:
"Mąż pięknej Joanny oraz Tata superowego Mirona. Na co dzień prowadzę własną działaność zwiazaną z telefonami komórkowymi. Moją pasją od zawsze był sport , kończyłem AWF i jestem trenerem koszykówki z małym doświadczeniem 😉 Dzięki triathlonowi mimo że jestem coraz starszy czuje się coraz młodszy i jestem coraz szybszy."

lenczowski  Tomek Zając

Tomek jeszcze nie powiedział ostatniego słowa po pechowej kontuzji jakiej nabawił się przed IM Barcelona. Wystartował na własne ryzyko i pod wpływem presji rodziny 🙂 ukończył na pół gwizdka w wyśmienitym humorze.

Tak mówi o sobie:

"Wywodzę się z rodziny mocno związanej ze sportem. Obydwoje rodzice byli nauczycielami WF, a tata dodatkowo przez całe życie zawodowe był trenerem siatkówki. To właśnie w jego drużynie rozpoczęła się moja przygoda ze sportem. Moje pierwsze zawody Triathlonowe to sprint w Sandomierzu w 2013 roku. Zaraz potem trafiłem do Water Knights Zabierzów gdzie triathlon powoli z niewinnego hobby stawał się sposobem na życie i to nie tylko moje ale całej naszej rodzinki. Dzięki treningom pod okiem Artura mój synek Maciek przestał bać się wody i już dawno pływa lepiej ode mnie. Obydwie córki trenują siatkówkę, a moja kochana żona Aga jest instruktorką fitnessu.
Cały zeszły sezon to ciężkie przygotowania do IM Barcelona, które zostały nagle przerwane trzy tygodnie przed startem kontuzją kręgosłupa. To że udało mi się wystartować i ukończyć te zawody zawdzięczam w 100% niesamowitemu wsparciu i dopingowi mojej całej rodzinki jak również przyjaciół z klubu."
Tomasz Zając na luzie, bez połowy kręgosłupa z czasem 11:44.18 zajął wysokie 246m w kat M35-39. Gratulujemy!

lenczowski  Kuba Lenczowski

„Jestem od urodzenia narciarzem. Moi rodzice postawili mnie na nartach gdy miałem 3 lata. Od dziecka lubiłem różne sporty, ale zawsze byłem trochę indywidualistą i trenowałem je sam dla siebie. Po przygodach z paralotniami, windsurfingiem, wspinaczką alpejską, trafiłem na grupę entuzjastów, którzy namówili mnie na dołączenie do klubu triathlonowego Water Knights.
W ten sposób startuję w triathlonach od 5 lat. Dłuższe dystanse okazały się bardziej odpowiednie dla moich warunków fizycznych.
Mam nadzieję że wynik z Barcelony: 10h20m, nie będzie moim ostatnim słowem”

dykszak Filip Dykszak

Zawodnik który przeszedł metamorfozę ciała, porwał się na grupowy pomysł i skończył dystans marzeń w Barcelonie!

O sobie:
„Pomysł na triathlon zrodził się z potrzeby zrzucenia paru kilogramów. Najpierw był kanapowiec i duży brzuch, później siłownia i koszykówka którą kocham od zawsze. To pomogło zrzucić pierwsze kilogramy, niestety uraz kostki zakończył przygodę z koszem i zacząłem po prostu biegać. Po pierwszych dwóch maratonach zapragnąłem czegoś więcej a kolega zaszczepił myśl o triathlonie. Spróbowałem i mnie wciągnęło. Trenuję i startuję zawsze sercem, czasem zapominając o zimnej głowie co kilkukrotnie przerodziło się w spektakularną klęskę podczas startu. Sam start w Barcelonie to walka o ukończenie, nie o wynik. Wypadek rowerowy (kolizja z samochodem) na trasie zawodów na 3 tygodnie przed Ironmanem (nie oszukujmy się, również w połączeniu z nie najlepszym przygotowaniem biegowym) spowodował, że walczyłem z bólem pleców i swoimi słabościami zamiast z czasem a od startu do mety, jak mantrę powtarzałem sobie "tylko się nie podpalaj, tylko się nie podpalaj, spokojnie". O czas powalczę następnym razem (już zapisany 😉 ). W czasie wolnym od treningów pracuję jako kupiec w korporacji a prywatnie cieszę się każdą sekundą spędzoną z dziećmi (Mają i Tymonem)."

dawiec Alfred Dawiec

Fred o sobie :
„Triathlon jest dla mnie od kilku lat sposobem na życie. W zasadzie dzięki niemu życie całej naszej Rodziny kręci się wokół sportu. Moi Synowie trenują pływanie, a także koszykówkę. W weekendy jeździmy na rowerach lub wspólnie biegamy. Z kolei ja w czasie treningów mogę się wyciszyć i nabrać dystansu do wielu spraw. W moim przypadku celem w triathlonie nie są wyniki, lecz cieszenie się procesem samym w sobie. Bardzo doceniam również możliwość poznania świetnych, pozytywnie nastawionych do życia ludzi, którzy stają mi się coraz bliżsi”

Czas Alfreda 12:13.07

Gratulujemy !!!!

bigaj Sebastian Bigaj

Sebastian swoją osobowością spełnia oczekiwania klubu i znajomych, wiele daje od sobie dla innych członków klubu, czasami przynosi Gamlę:)). Sebastia tak mówi o sobie:
„Od zawsze lubiłem biegać, po ukończeniu kilku maratonów szukałem nowych wyzwań. Tak zrodził się pomysł na triathlon. Debiutowałem na pierwszych zawodach Iron Dragona w Kryspinowie. Później zrodził się pomysł na zapisanie się do klubu triathlonowego WATER KNIGHTS. W Ten sposób dołączyłem do fantastycznej grupy ludzi. Wzajemnie się wspieramy i nakręcany. Obiecałem sobie że na moje 40 urodziny ukończę zawody IRONMAN na pełnym dystansie, ponieważ w klubie padła propozycja wyjazdu cała grupa na zawody do Barcelony stwierdziłem ze jednak zmienię swoje plany i tak w wieku 32 lat stałem się człowiekiem z żelaza. Mam wspaniała żonę, która jest dla mnie największym wsparciem, uprawia wspianczkę i żeglarstwo. Dlatego nasza dwójka dzieci Ula 6 lat i Jaś 4 lata skazani są na sport. Wolny czas staramy się spędzać aktywnie i z rodziną. Prywatnie prowadzę restauracje Awiw na Kazimierzu."

Zawody ukończył z czasem 10:50,58 co jak na debiut jest bardzo dobrym osiągnięciem. Gratulujemy!

saliba Joseph Saliba

... czyli nasz „Koń Maltański”, który depcze po piętach najlepszym age-grouperom w kategorii M45. Józek tak ocenia start w Barcelonie:

„Ironman Barcelona był moim pierwszym doświadczeniem z dystansem Ironman. Ogromne wyzwanie, które gdy ukoñczysz, nagradza cały trud włożony w przygotowanie oraz treningi.
Impreza świetnie przygotowana, na niemal całej długości tras można było słyszeć doping kibiców. Pierwsza z trzech części, pływanie, ukoñczyłem w czesie lepszym niż zakładany, co dało mi spory zastrzyk pewności siebie przed nadchodzącym etapem rowerowym. Niestety, na 35 kilometrze pokonanym na rowerze, moje przerzutki uległy awarii i już do koñca etapu musiałem korzystać z niewielkiej ilości biegów. Miałem dużo szczęœcia, w sposób ograniczony ale mogłem kontynuować etap. Rozpoczynając część biegową, byłem ostronży ponieważ był to mój pierwszy Ironman i nie byłem pewny jak zareaguje mój organizm na takie wyzwanie. Na ostatnich ośmiu kilometrach do mety podkręciłem tempo. Moim celem było ukoñczenie Ironman Barcelona w czasie poniżej dziesięciu godzin, dokonaełm tego. Bardzo doceniam atmosferę, która panowała w drużynie, to i wiele innych zmiennych sprawiło, że przeżycie związane z wyjazdem było fantastyczne. Na mecie powiedziałem mojej żonie oraz córce: "nigdy więcej", ale kilka dni póŻniej gdy ból minął zapisałem się na nastêpnego Ironman-a, we Włoszech. Czekam z niecierpliwością na to wrześniowe wyzwanie”.

Joseph pokonał wyścig poniżej 10h. Zawody zakończył z czasem 9:53.10